czwartek, 21 kwietnia 2016

Od Takeru cd Akane

- Cholera. - Parsknąłem cicho, zrzucając z pleców niewielką, skórzaną torbę, która powinna mieć wybuchową zawartość.
Nie miała. Zapomniałem, że przecież byliśmy nieuzbrojeni. Nie wiem, dlaczego nie miałem wcześniej podejrzeń do tej misji. Wyruszanie w celu podłożenia bomby, zabierając jedynie ją samą jest co najmniej niewyobrażalnie głupie i nieprzemyślane. Spojrzałem na kuzynkę. Wtedy do mnie dotarło, że mimo tego, iż wyruszaliśmy bezbronni, już tacy nie jesteśmy. W końcu ta mała, płacząca dziewczynka nie została ogłuszona powietrzem.
- Chodź! Ja lecę po małą, ty pilnuj pleców. - Wdrapałem się po szerokiej, chwiejnej, metalowej drabinie na górę budynku.
- I może frytki do tego? - Mruknęła Akane. Właściwie niezbyt się tym przejąłem, bo doskonale wiedziałem, że i tak mnie tam nie zostawi. No, przynajmniej nie powinna. 
Cały czas wchodząc po szczeblach usłyszałem kroki. Unikatowi, cudownie. Na prawdę, chyba powinienem był do nich dołączyć, zamiast udawać jakiegoś bohaterskiego rebelianta. Wtedy przynajmniej miałbym jakieś miejsce do życia i nie musiałbym wiecznie spać na kilku warstwach koców w podziemnych pomieszczeniach. Mógłbym też bez żadnych ograniczeń poruszać się po powierzchni... No, ale w zamian za to, stale miałbym na sobie te paskudne uniformy. Ta myśl skutecznie przezwyciężała próżność i ukochane luksusy.
- Trzymaj. Zamiana ról. - Dziewczyna rzuciła mi broń i błyskawicznie prześlizgnęła się obok mnie. Z karabinem w jednej z rąk wchodziło się zdecydowanie ciężej, ale przynajmniej czułem się nieco pewniej.
Akane wdrapała się na górę tuż przede mną. Od razu podniosłem pistolet na wysokość oczu i rozglądałem się dookoła. Unikatowych ani śladu, a dziecko leżało tuż obok. Właściwie, to było nieco zbyt spokojnie - w końcu przed chwilą podłożyliśmy bombę tuż pod ich siedzibą, co było posunięciem oznaczającym dla nich dość dużą obrazę.. Powinniśmy mieć więc chyba jakieś podejrzenia, ale podwładni rządu nie są raczej tak inteligentni, by przygotowywać skuteczną zasadzkę. Przynajmniej tak twierdzi większość Podziemnych. Dlatego właśnie dziewczyna bez problemu podbiegła do tej małej, leżącej bez ruchu ofiary losu, po czym podniosła ją i wycofała się. Nieco się uspokoiłem, ale cały czas trzymałem karabin wysoko, celując w miejsce, w którym mógł pojawić się każdy, nawet najdelikatniejszy ruch. W końcu nacisnąłem spust, trafiając w klatkę piersiową rosłego mężczyzny w uniformie. Zanim zdążyłem oddać następny strzał, tuż za nim pojawiło się kilka podobnych osobników. Akane właśnie ześlizgiwała się po drabinie z kilkulatką na plecach. Ruszyłem w jej ślady, mając nadzieję, że tym razem wszystko pójdzie dobrze.
< Akane?>

piątek, 15 kwietnia 2016

Od Nereshy cd. Alex

Zignorowałam słowa dziewczyny. Zaczęłam myśleć, jak się uwolnić, bo ona mi raczej nie pomoże. Shirley też mnie nie uratuje, więc muszę sobie poradzić sama. Swoją drogą, mogłabym ją wyszkolić... Rozmyślania przerwał mi nasilający się ból w kostce. Niemożliwe, że zapomniałam, iż wiszę głową w dół.  Ale czy to ma jakieś znaczenie? Zdecydowanie nie.  Obmacałam wszystkie kieszenie w poszukiwaniu czegoś ostrego. Scyzoryk? Może być, lepsze to, niż grot strzały. Zaczęłam mozolnie ciąć linę. Białowłosa przyglądała się temu w milczeniu. Po paru minutach osiągnęłam cel. Upadłam na tyłek, ale rozmasowałam bolące miejsce, rzuciłam dziewczynie mało przyjemnie spojrzenie i bez słowa wyszłam na powierzchnię. Zostałam tam sunię husky, która cierpliwie na mnie czekała. Po cichu podążałam uliczkami, które były mniej obstawianie przez Unikatowych. Nagle zaskoczyło mnie czyjeś pchnięcie. Zdziwiona odskoczyłam pod ścianę jednej ze ślepych uliczek, ale już na następnym momencie zrozumiałam, że był to błąd. Jedyną drogę ucieczki odgradzali mi dwaj, może parę lat starsi odemnie, uzbrojeni w karabiny, Unikatowi. Ukrywając strach, uśmiechnęłam się złośliwie i zapytałam:
-Aż taka jestem straszna, że musicie mnie atakować we dwóch, w dodatku od tyłu?
Zignorowali moje pytanie, więc chwyciłam pewniej łuk, wyjęłam strzałę i wycelowałam w jednego z chłopaków.
Jak na zawołanie, obydwaj wybuchli śmiechem.
-Myślisz, że tym krzywym łuczkiem coś mi zrobisz? -wysapał ten, w którego celowałam.
-Rzuć broń, a może nic ci nie zrobimy. -powiedział drugi.
-Kłamać Was nie uczyli, co? -parsknęłam.
-Rzuć broń. -powtórzył unikatowy z obrzydliwym spokojem.
-A jak nie? -droczyłam się z nim, starając się odwlec to, co nieuniknione. Powiedzmy sobie szczerze: w tym starciu nie miałam szans.
-Hmmmm.. Pomyślmy... -zaczął brunet.
-Powinnam zacząć używać czegoś nowocześniejszego.. -mruknęłam pod nosem, zerkając na swój łuk i jednocześnie spuszczając oczu z chłopaków.

Alex?

niedziela, 20 marca 2016

Od Alex cd. Nereshy

Białowłosa spojrzała w stronę strzały, do której podeszła. Koniuszkami palców przejechała po niej, a następnie robiąc jeden wielki krok nad chłopakiem ruszyła w stronę wystrzału. Słyszała, że ktoś wspina się ponownie na drzewo, więc stanęła w miejscu, odliczyła do trzech. Odsunęła się w bok, by uniknąć zderzenia z wcześniej napotkaną osobą. Zaśmiała się.
- Och, Wendy. Polować na Dzwoneczka? Nie wystarczy ci, że już upolowałaś sobie Piotrusia? - schyliła się do dziewczyny, która syknęła z bólu, po czym się wyprostowała.
- Nie jestem żadna Wendy! - krzyknęła podnosząc się.
- Ciszej. Głucha jeszcze nie jestem, oraz nie chce mieć teraz kłopotów na głowie. Dziś miałam inne plany. Więc nie będę ci już przeszkadzać i... zniknę gdzieś w lesie, by odnaleźć Zagubionych Chłopców. - obróciła się, lecz na ramieniu poczuła czyjś dotyk. - Uwaga, bo psy skrzydeł nie posiadają i na cztery łapy nie spadają. 
Nowej znajomej powiększyły się źrenice, więc puściła buntowniczkę, by móc złapać swego czworonożnego przyjaciela. Kolejny pies. Zero kotów. Jeśli musiałaby wybierać to szczerze woli koty. Gdy ta była zajęta, Alex ponownie zniknęła wśród krzaków. Wiedziała oczywiście, że nowa będzie za nią łazić szczególnie po tym nazwaniu ją Wendy. W głowie natomiast zaczął rodzić się niewielki aczkolwiek podstępny pomysł. Po drodze zbierała jak najcieńsze gałęzie oraz małe kamyczki o delikatnej powłoce i ładnym połysku. Skręciła w stronę jeziora, przy którym kucnęła. Wzięła oddech, a następnie ruszyła dalej robiąc slalomy dla zmylenia. Idąc dalej, zostawiła za sobą parę podpowiedzi, a raczej strzałek, które wisiały na drzewach ewentualnie leżały na ziemi. Końcowa droga prowadziła do miasta, a raczej do kanałów, w których zaczęła pomagać jej pomysłowi ujrzeć paskudny świat. W jednym z kawałów schowała swą pułapkę składającą się tylko z sznurka. Zaczaiła się, by móc odczekać.
Nagle dziewczyna się ubudziła słysząc, że ktoś się szamocze. Ktoś, kto wpadł w jej pułapkę. Wyszła z ukrycia, by obejrzeć swą zdobycz.
- I tak ci się nie uda. Zbyt gruba i solidna lina, a po drugie mogłaś nie łazić za mną jak pies za zombie czekający jak mu ręka odpadnie, by móc ją wziąć i zjeść w spokoju. - oparła się patrząc na dyndającą z góry dziewczynę.

<Neresha? Przepraszam, że krótkie. Za długa przerwa^^ > 

czwartek, 17 marca 2016

Od Akane cd. Takeru

Boże, co za bachor. Mała dziewczynka darła się wniebogłosy. Jeszcze nam tylko brakowało, żeby nas wykryli. W Takeru odezwał się matczyny instynkt, szkoda tylko, że wyłączył się chwile po tym kiedy mała obśliniła mu całą koszulkę. Biegłam dosłownie dwa lub trzy metry przed nim, chłopak na próżno mnie gonił, dziewczynka skutecznie go obciążała. Takeru robił się czerwony na twarzy. Zatrzymałam się, niech mnie biedaczek dogoni, wyglądał tak jakby zaraz miał rzucić tą dziewczynką niczym jakimś mięsem armatnim. Zrównał się z mną, dysząc głośno uparcie targał bachora na plecach. Dziewczynka ryczała jak zarzynana świnia. Takeru najwidoczniej powstrzymywał się od ukręcenia jej łba, zamachnęłam się trzymaną przeze mnie bronią i gładką częścią ogłuszyłam drącą się dziewczynkę. Że też nie mogła zginąć razem z rodzicami. Wreszcie zapadła cisza, oczywiście jeśli nie liczyć krzyków innych ludzi. Głowa dziewczynki opadła na ramię Takeru.
- Wreszcie! – powiedział zadowolony.
Wyprzedził mnie jednak po chwili zatrzymał się nagle. Tuż przed nim przeleciał pocisk z karabinu. Spojrzałam na dach jednego z budynków, na którym ukrywało się kilku Unikatowych. Szybko nas znaleźli, pewnie przez tą gówniarę. Puściliśmy się biegiem, byleby uciec od strzelających żołnierzy. Schowaliśmy się w zaułku, Takeru wyciągnął niewielką mapkę z kieszeni, była cała pomięta, gdzieniegdzie porwana. Rozejrzał się dookoła.
- Tam idziemy – oznajmił wskazując na zachód.  
Spojrzałam na niego nie ukrywając niezadowolenia.
- Oh tak! Ty wydaj rozkaz, księżniczko na ziarnku grochu – wykrzyczał mi w twarz. – Możemy już iść czy dalej będziesz wybrzydzać, że raz na jakiś czas to ja wydam rozkaz.
- Pff – prychnęłam odwracając wzrok – chodź, chyba, że masz zamiar tu zdechnąć – wysyczałam pukając go w czoło.
Takeru miał chyba ochotę mnie zamordować, cóż, kiedy indziej, pociągnęłam go za rękę. W miejscu gdzie wcześniej staliśmy wylądowały nietrafione pociski. Przebiegliśmy kilkanaście metrów kiedy zauważyliśmy właz w ziemi. Rozglądałam się dookoła czy nikt aby nie ma nas na muszce. Takeru odsunął ciężką pokrywę i zniknął pod ziemią. Chile później ja też się tam znalazłam. Chłopak włączył lekko świecącą latarkę i poświecił  mi światłem w twarz. Zmrużyłam oczy. Przyglądałam się Takeru przez dłuższą chwilę, czegoś mi brakowało.
- GDZIE JEST DZIEWCZYNKA?!
Ta mała gówniara została na górze, cudownie. 

<Takeru?>

poniedziałek, 14 marca 2016

Informacja

Pojawiła się propozycja by dawać członkom bloga "Autorów" tak, by każdy mógł opublikować swoje opowiadanie nie czekając na administratorki, które nie zawsze mają na to czas. Tak więc pod tym postem w komentarzach możecie podawać swoje maile (o ile chcecie oczywiście).
Dodatkowo, jeśli ktoś nie chce dodawać opowiadań samodzielnie niech wysyła je na howrse na konto założone specjalnie do tego celu - link.

Od Nereshy cd. Alex i Kazuyoshi'ego

Po jakimś czasie zrezygnowałam z gonitwy, która w sumie od razu była skazana na niepowodzenie. Wlazłam na pierwsze drzewo, które przypadło mi do gustu i obowiązkowo zabrałam ze sobą suczkę Husky.
-Skoro już i tak wszędzie za mną chodzisz, to chyba powinnam wymyślić ci jakieś imię... Może... Shirley? Tak. Podoba mi się. A tobie? - Zapytałam suczki.
Ona tylko entuzjastycznie pomachała ogonkiem.
-Uznam to za tak. - oznajmiłam, uśmiechając się.
Shiri wlazła mi na kolana, a ja odłamalam odpowiednią według mnie gałązkę, wyciągnęłam scyzoryk i zaczęłam tworzyć nowy łuk. Bo gdzie tu teraz znajdę nowy, robiony maszynowo łuk!? Gdy skończyłam rzeźbić, zostało mi tylko znaleźć coś, co posłuży mi za cięciwę. Zlazłam z drzewa i rozejrzałam się. Znalazłam coś, co z braku-laku mogło być. Wróciłam do mojej tymczasowej bazy wypadowej i zamocowałam cięciwę. Teraz tylko przydałoby się ten mój pseudo-łuk wypróbować. Zauważyłam dziewczynę, którą  wcześniej goniłam. Uśmiechnęłam się złośliwie. Nie chciałam jej zabić, a jedynie lekko zranić. Naciągnęłam cięciwę i czekałam na odpowiedni moment. Gdy wypuściłam strzałę, ta ze świstem przecięła powietrze. Pocisk minął cel mojego ataku o włos. Zaklnęłam pod nosem. Dziewczyna obróciła się w kierunku , z którego wyleciała strzała.
~*~
Rozmyślałam, idąc pustą uliczką z łukiem w ręku i kołczanem przewieszonym przez ramię. Shirley grzecznie dreptała za mną. Czy ten dzień mógłby być dziwniejszy? W ciągu jednego dnia, przeżyłam bombę przeciwpiechotną, zdobyłam w psie przyjaciela, w kimś swojej rasy pewnie wroga, straciłam ulubiony łuk, sprawiłam sobie nowy.. Chyba nic mnie już dziś nie zaskoczy.. Z zamyślenia wyrwał mnie upadek na plecy i przygniecenie przez jakiegoś faceta. Co jak co, ale był dosyć ciężki.
-Czy byłbyś taki miły i zszedłbyś ze mnie? - zapytałam tak głośno, na ile pozwalało mi ograniczenie dopływu powietrza.

<Alex? Kazu?>


niedziela, 13 marca 2016

Od Kazuyoshi'ego do kogoś

"- Możesz przestać za mną łazić? - zapytałam szeptem.
- Najpierw musisz coś dla mnie zrobić. - odparł duch martwego chłopca, który od jakiegoś czasu łaził za mną. - Tylko ty mnie widzisz. Znasz może niskiego blondyna, ma z 16 lat, ma na imię Hino Sai. - zamilkłam. Kiwnęłam głową po namyśle. - Zaprowadź mnie do niego. Muszę mu coś powiedzieć, a ty mu to powiesz. On mnie nie usłyszy. - powiedział wręcz z błagalnym głosem. Zmierzyłam chłopca wzrokiem, po czym kiwnęłam głową. Ruszyłam w stronę szkoły. Znałam tego chłopaka, czasem mu przynosiłam notatki z lekcji, bo on z nikim nie rozmawia, prócz ze mną. A to tylko dlatego, że mu pomogłam. W czym? W samoobronie. Nauczyłam go walki i teraz nikt się nad nim nie pastwi. Ale nic więcej, rzadko z nim gadam. - Idziemy do niego teraz? - kiwnęłam głową i spojrzałam na niego, przez co nie zauważyłam tajemniczego nieznajomego, z którym po chwili się zderzyłam lądując na ziemi, pod nim. Zabolała mnie głowa i łokcie, oraz tyłek. Takie niespodziewane upadki są najgorsze. Usłyszałam tylko miauczenie, a po chwili osoba ze mnie zeszła.
- Przepraszam. Nie zauważyłem cię. - odparł i podał mi rękę. Złapałam się wpierw za głowę i wskazałam palcem wskazującym, aby zaczekał. Siedziałam tak z kilka sekund, może z pięć, aż mi głowa przestała pulsować, znowu widziałam normalnie i nie kręciło mi się w głowie. Przyjęłam pomoc chłopaka.
- Jak ty chodzisz?! - usłyszałam głos tego chłopca, który jeszcze mnie nie opuścił. Spojrzałam na niego kątem oka.
- Mógłbyś następnym razem uważać. - powiedziałam spokojnie."

Otworzyłem oczy. "Znowu dziwny sen" pomyślałem. Czasem śnię jako dziewczyna, która widzi duchy, a innych przykładów nie chce mi się wymieniać. I tak to jest. Wstałem leniwie z łóżka, którym w prawdzie była podłoga, pokryta kocem z cienką poduszką pod głowę. Było dopiero po siódmej, więc słońce już pojawiło się na niebie oświetlając wszystko. Wszedłem do łazienki, gdzie się ogarnąłem. Wyszedłem z niej już ogarnięty, ubrany, a następnie skierowałem się do kuchni. Tam jedynie zrobiłem sobie herbatę, z dwoma łyżeczkami cukru, bez cytryny, a w czasie parzenia wody, zacząłem robić sobie kanapki z mięsem, pomidorem i sałatą. Zjadłem tylko jedną, bo głodny zbyt nie byłym. Gdy wypiłem herbatę, wyszedłem z domu. Przeszył mnie zimny wiatr, więc się wróciłem po kurtkę.
Kroczyłem chodnikiem zamyślony, aż nagle się poślizgnąłem na śliskim lodzie, który znajdował się na chodniku. Po przejechaniu kilku metrów, od razu na kogoś wpadłem, waląc komuś w nogi. W ten właśnie sposób tajemnicza osoba spadła na mnie.
<Ktoś się skusi?>

sobota, 12 marca 2016

Od Alex cd. Nereshy

Dziewczyna zaczęła podążać za jednym z Unikatowych w miarę możliwości dobrej odległości, by jej nie zobaczył. Była ciekawa młodego chłopaka, który aktualnie nerwowo aczkolwiek stanowczo się rozglądał w poszukiwaniu intruzów z ciężką bronią w dłoniach. W pewnej chwili zrezygnowała z obserwacji, więc po cichu się wycofała, by zniknąć w parę sekund za drzewami. Ręce włożyła do kieszeni, a wzrok wbiła w zimie na której gdzie nie gdzie znajdowała się bujna jak i zielona trawa. Miała głupie uczucie, że ktoś ją obserwuje i czeka na dobrą okazję na nieprzyjną niespodziankę, która zapewne jak nie teraz to później na nią będzie czekać. Przyspieszyła kroku. Nagle rozległ się głośny huk. Huk wywołany uaktywnieniem, wybuchem bomby przeciwpiechotnej. Co za idiota wlazł na takie ustrojstwo?! spytała samą siebie, po czym ruszyła w kierunku źródła głośnego dźwięku. Nastąpił kolejny wybuch na co buntowniczka szybko zareagowała i rzuciła się biegiem. Oczywiście mogła to zignorować, lecz na świecie jest więcej Zarażonych, którzy mogą się rozprzestrzeniać poprzez ugryzienie zdrowych niż ludzi. Trza jakoś podtrzymać jeszcze gatunek, lecz nie na przyjemnościach tylko na ratowaniu siebie nawzajem. Jeśli chodzi o przyjemności to czasu na nie nie ma, a po drugie to nie w jej stylu.
Będąc na miejscu ujrzała dziewczynę z rozwaloną głową oraz szczeniaka, który teraz radośnie się przyglądał poszkodowanej osobie. Oparła się o drzewo i przyglądała jak nieznajoma trudzi się z zbieraniem pozostałości po swej dawnej broni. Śmieszyło ją to.
- Kim jesteś? Pokaż się! - oznajmiła nieznajoma wiedząc, że nie jest sama.
- Wróżka z Piotrusia Pana. - zaśmiała się widząc jej teatralną odwagę. - Nie wypełniam rozkazów, więc się nie ujawnie. Jeszcze w słoik będziesz chciała mnie złapać nie wdzięczna Wendy Piotrusia. 
- Nie żartuj sobie ze mnie tylko się pokaż! - warknęła, po czym coś przeklnęła pod nosem przyciskając do siebie uzbierane strzały.
- Hmm... nie. Dobrze ci idzie rozwalanie sobie głowy, ignorowanie zachowania psa oraz zbieranie pozostałości po twej broni. Życzę powodzenia, choć radzę uważać następnym razem. I tak ludzi jest mniej na świecie. 
Nie wytrzymała. Czerwonooka rzuciła się w stronę Alex, lecz ta była szybsza i uniknęła ataku robiąc krok w bok. Zaśmiała się, po czym machnęła ręką. Odwróciwszy się ruszyła w... no właśnie. Tam gdzie nogi ją zazwyczaj ponoszą. Znowu zrobiła krok w bok, by uniknąć kolejnego ataku od strony prawdopodobnie rozzłoszczonej osoby. Spojrzała kątem oka na nią i się ponownie zaśmiała, lecz tym razem ręką zakryła połowę twarzy. W pewnej chwili się uspokoiła i dała sobie pozwolić, by niewielki promyczek światła padł na jej osobę, po czym zniknęła. Robiła slalomy lub zmyłki, by nikt za nią nie podążał jak rzep psiego ogona, który dopiero się uczepił raz na zawsze i za nic w świecie nie opuści. Westchnęła. Zza krzaków wyskoczył ten sam chłopak, którego obserwowała wcześniej. Tym razem ją widział, a kąciki ust uniosły się delikatnie ku górze oznaczające prawdopodobnie "przepraszam, bardzo ale mi na tobie zależy i nic mi nie zrobiłaś, lecz i tak muszę cię zabić". Zwinne uniknęła pocisków, a gdy znalazła się przy swym celu - pocałowała go w policzek i podcięła nogi, przez co broń poleciała, a chłopak stracił przytomność. Po wykonaniu roboty wstała, by się otrzepać i posłać szyderczy uśmiech który mówił "I tak, by nic z tego nie było". Miała wielką nadzieję, że nie będzie chciał się zemścić w jakiś sposób.

<Neresha? Nie bij, że krótko. Pomysł na drugą połowę mi uciekł ;-;>

piątek, 11 marca 2016

Od Nereshy

 Szłam po ulicy, kopiąc kamyki i słuchając piosenek w słuchawkach. Starałam nie zwracać na siebie uwagi Unikatowych. Wtem ktoś podszedł do mnie od tyłu. Ruszyłam biegiem przed siebie, przypadkowymi uliczkami. Z sobą usłyszałam strzały, więc przyśpieszyłam jeszcze bardziej. Prawie bez zadyszki wpadłam do lasu. Bez pośpiechu podeszłam do lisiej jaskini, w której ukryłam mój ulubiony łuk wraz z kołczanem. Co prawda umiałam posługiwać się bronią palną, ale wolałam łuki. Usłyszałam szelest. Zaczęłam się rozglądać i kierować łuk w różne strony. Zza krzaków wybiegł przerażony szczeniaczek. Odetchnęłam z ulgą i schyliłam się po niego. Była to suczka rasy Husky. Pomachała ogonkiem i polizała mnie po twarzy. Uśmiechnęłam się pod nosem. Co jak co, ale zwierzęta uwielbiam. Po chwili jednak posmutniałam. Nie mogę do nikogo się przywiązywać. Teraz tak łatwo każdego stracić... Odłożyłam ją na ziemię i zamyślona ruszyłam przed siebie. Husky jednak ruszył za mną. 
-Zostaw mnie. - warknęłam.
Suczka dalej dreptała obok mnie. Gdybym chciała, to uciekłabym,  ale cieszyłam się, że ktoś mnie lubi. Tak się tym przejęłam, że nie zauważyłam, iż sunia popiskuje i nie chce zbliżyć się do terenu na którym byłam. Po setnej sekundy ogromna siła odrzuciła mnie w tył. Uderzyłam w drzewo i zemdlałam. Gdy się ocknęłam, na twarzy poczułam zaschniętą krew. Suczka zacięcie próbowała mi ją zlizać. To był wprost cud. Trafiłam na bombę przeciwpiechotną, a skończyło się tylko na rozcięciu skóry głowy. Chwiejnie wstałam i zaczęłam szukać łuku. Był cały w drzazgach, kołczanu nigdzie nie było, a strzały leżały porozwalane bez ładu. Mruknęłam gniewnie, zła na samą siebie i zaczęłam zbierać porozrzucane strzały. Poczułam się, jakby ktoś mi się przyglądał. W tym stanie każdy bez problemu mnie dogoni. Rozejrzałam się nerwowo i udając odwagę powiedziałam:
-Kim jesteś? Pokaż się!
<Ktoś?> 

środa, 9 marca 2016

Od Takeru cd. Akane

- Zamknij się. - Warknąłem tylko, cały czas trzymając małą.
Dziewczynka kompletnie nie pasowała do tego otoczenia. Wszędzie wokół kłębiły się chmary uzbrojonych Unikatowych, dodatkowo ta bomba. To przez nią tak wyglądała. Właściwie to chyba powinienem zostawić tą kilkulatkę na pastwę losu, ale wyglądała, jak kot, którego wrzucono do rzeki. Chyba była nawet równie mokra, bo łzy nie przestawały lecieć spod jej rzęs.
- Gdzie jest twoja mama? Albo tata? Ktokolwiek? - Spytałem , patrząc w jej spore, brązowe oczy.
Pokazała tylko ręką bliżej nieokreślony kierunek. Chyba wschód, ale z racji tego, że nie bardzo wiedziałem, gdzie jesteśmy ciężko było mi się zorientować w terenie. Kompletnie ignorując moją kuzynkę wziąłem dziewczynkę na plecy. Jedna z jej nóg dosyć mocno krwawiła, poza tym była w w miarę dobrym stanie. Nawet gdyby mogła chodzić, nie robiłaby tego zbyt szybko.
Po chwili zmierzałem już w miejsce, w którym kilkulatka ostatni raz widziała rodziców. Nie miałem zamiaru jej niańczyć, ale chyba wypadałoby ją z kimś zostawić. Niestety moje plany zostały pokrzyżowane przez gruzy, przygniatające martwe ciała. Po kolejnym ataku szlochu mogłem się domyśleć, że to właśnie była jej rodzina. Czyli została sierotą przez mój wybuch. Cudownie.
Lekkim truchtem wróciłem do Akane. Starałem się jak najmniej podskakiwać, by mała nie spadła i po raz kolejny nic sobie nie zrobiła. Dziewczyna cały czas nie zmieniła położenia, więc nie trudno było ją z powrotem znaleźć. Jedynymi śladami ruchu były założone na siebie ręce i wargi ułożone w wyraz solidnej dezaprobaty i grymasy.
- Bomba zabiła jej rodziców.- Oświadczyłem bezbarwnym głosem.
- Od kiedy zaczynasz bawić się w bohatera? Zostaw ją i wracamy. No chyba, że chcesz, żeby złapali nas Unikatowi. - Prychnęła.
- Od kiedy ty zostałaś ciocią. - Odparłem, jednocześnie zwalając cały obowiązek opieki nad dzieckiem na Akane.
 - Chyba cię coś... Jeśli musisz zgrywać herosa, to rób to sam. To nie ja zdetonowałam bombę. - Odgryzła się, obracając się do mnie plecami i ruszając przed siebie.
Właściwie moglibyśmy się tak kłócić do końca świata, gdyby nie to, że dziewczyna zaczęła iść. Musiałem niechętnie podążyć za nią, bo samemu nijak nie wróciłbym do jakiegokolwiek miejsca, które znam.
- Ja nie wydałem rozkazu detonacji. - Wycedziłem przez zęby.
Poczułem, że mam mokry kołnierz. Ach, no tak, przecież niosę na plecach tą małą. Ja ją ratuje, a ona mi moczy ubranie łzami. Dodatkowo w zamian za mój jakże bohaterski gest Akane znowu się na mnie obraża. Gdzie tu sprawiedliwość?

<Akane? I tak zostaniesz ciocią, o to się nie martw.>